foto003Grzeszna niewinność. Niechrzczeniec w religijności ludowej

Zgodnie z ludowymi wierzeniami, dusze dzieci nieochrzczonych błąkają się po ziemi. Przybierają różnoraką postać i oczekują od innych ludzi pomocy w przejściu do nieba. Według ludowych przekonań i nauki Kościoła, także osoba świecka, wypowiadając odpowiednią formułę chrzcielną, może ulżyć cierpieniu niechrzczeńca i przyczynić się do spokojnego odejścia jego duszy w zaświaty.

 Kościelna, niezmienna i święta formuła: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, amen” zyskała w wersji ludowej wiele wariantów – mówi Ewa Chomicka z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Wykład „Grzeszna niewinność. Niechrzczeniec w religijności ludowej” zaprezentowany został podczas XII Festiwalu Nauki w Warszawie.

Stanowisko Kościoła katolickiego w kwestii zbawienia dusz zmarłych niechrzczeńców, choć zmienne, nigdy jednak nie było jednoznaczne. Z jednej strony Kościół unikał wyraźnego skazywania na potępienie tych, którzy nie przyjęli sakramentu chrztu, z drugiej zaś strony podkreślał wyjątkową, zbawczą moc owego sakramentu i wskazywał go jako podstawowy warunek szczęśliwego życia po śmierci.

Wizja ciążącego na ludzkości dziedzictwa zmazy pierworodnej była w pierwszych wiekach Kościoła tak silna, że brak sakramentalnego oczyszczenia stanowił wyraźną zapowiedź tragicznego losu po śmierci. Sądzono, że nikt, kto nie obmył pierwszego grzechu chrztem z wody, nie może przypodobać się Bogu.

"Na kanwie obrazu gniewnego i karzącego Boga XIII wiek wykształcił nową, złagodzoną wersję możliwej pośmiertnej doli zmarłych bez chrztu niemowląt. Wielką rolę odegrał w tym względzie św. Tomasz z Akwinu, którego +miłosierna+ wizja losu niechrzczeńców – będąca jedynie teologiczną hipotezą, nigdy nie zdefiniowaną przez Kościół jako prawda wiary – na długie wieki zawładnęła wyobraźnią religijną chrześcijan" – mówi Ewa Chomicka.

Akwinata odróżnił „niewinnych grzesznych” od grzeszników, którzy doznają potępienia ze względu na świadomie popełniane czyny. Wskazał jednocześnie na różnicę kar między małymi i wielkimi grzesznikami. Pierwszym z nich miałaby zostać odebrana łaska oglądania Boga, podczas gdy drudzy mieliby cierpieć wieczne piekielne męki. Zgodnie z tą doktryną, chociaż dzieci, które nie doznały sakramentalnej łaski chrztu, zasilają pośmiertne grono potępionych, jednak nie doznają z tego tytułu żadnych cierpień, które są udziałem dusz przebywających w czyśćcu czy piekle. Nie mają wprawdzie możliwości widzenia Boga, ale zajmują szczególne miejsce w zaświatowej przestrzeni – limbus puerorum, zatokę dzieci, otchłań – trwając w niej w stanie naturalnego, duchowego spokoju. Jest to miejsce wolne od pośmiertnych mąk, ale i pozbawione radości doświadczania Boskiej chwały. Przebywające w nim dusze nie mogą stanąć z Bogiem „twarzą w twarz”. Jest to zatem miejsce ambiwalentne.

Wizja św. Tomasza, chociaż łagodziła stanowisko Kościoła, ciągle jeszcze nie dawała nadziei na zbawienie przedwcześnie zmarłych dzieci. Przyniosła ją – szczególnie żywa od XVI wieku – koncepcja teologiczna, sugerująca zbawczą rolę chrztu pragnienia. "Świadome pragnienie chrztu, odczuwane przez rodziców, troszczących się o zaświatowy los ich dziecka, mogłoby zastąpić niechrzczeńcom łaski sakramentu, a zatem pośredniczyć w przyniesieniu im pośmiertnego odrodzenia. Chociaż ta wizja pozwalała wierzyć w miłosierdzie Boga, pragnącego zbawienia wszystkich ludzi, również ona nie stanowiła teologicznego zapewnienia, że każde nieochrzczone niemowlę, choć umierając nie popełniło jeszcze żadnego grzechu osobistego, dozna pełnej łaski zbawienia – mówi Ewa Chomicka. - W podobnym duchu, składającym los niechrzczeńców w ręce dobrego Stwórcy, wypowiada się współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego". Kościół zezwala już na katolicki pogrzeb zmarłych przed otrzymaniem oczyszczającego sakramentu niemowląt.

Przekonanie o konieczności i możliwości udzielenia sakramentu po śmierci w znaczący sposób kształtowało wierzenia ludowe. W świadomości wiernych bardzo silnie wyryła się bowiem wizja grożących nieochrzczonym duszom cierpień, przed którymi starano się uchronić małe dzieci. "Pomoc żywych w osiągnięciu przez zmarłe dzieci pośmiertnego spokoju była o tyle istotna, że – jak potocznie wierzono – niechrzczeńcy poruszają się pomiędzy dwoma światami. Podobnie, jak zmarli bezbożnicy, złoczyńcy, samobójcy, czy położnice, dzieci umarłe bez chrztu postrzegano jako +dusze bez przytułku+, które, choć już w zaświatach, niejako +za karę+ krążą jednocześnie na ziemi, w realiach tego świata, oczekując od żywych pomocy w dotarciu przed oblicze Boga. Przeszli bowiem niechrzczeńcy do zaświatów, nie doznawszy nawet włączenia do ziemskiej społeczności wierzących. Umarli bez sakramentu, a zatem, skażeni grzechem pierworodnym, nie mogą ujrzeć Najwyższego. Przedwczesna śmierć czyni z nich człowieczeństwo podejrzane, niepełne, obce; człowieczeństwo, oczekujące dopełnienia" - opowiada Ewa Chomicka.

Grzebanie nieochrzczonych na poświęconym cmentarzu jest praktyką bardzo młodą. Przez wieki, ze względu na niejasny pośmiertny status niechrzczeńców, Kościół, chcąc w wymowny sposób podkreślić ich nieprzynależność do kręgu zbawionych, zakazywał grzebania zmarłych przed otrzymaniem sakramentu dzieci na katolickim cmentarzu. Podobnie jak osoby niewierzące, samobójców, heretyków i publicznych grzeszników, zmarłe bez chrztu niemowlęta chowano bez księdza, poza murami cmentarza lub też w jego rogach. Niechrzczeńców grzebano także na polach, w lesie i „na granicy”: na rozstajnych drogach i pod progami domów.

Niepokój rodziców o los dzieci pogrzebanych w niepoświęconej ziemi sprawiał, że często ignorowano kościelne zakazy. Dzieci chowano w tajemnicy na dawnych cmentarzyskach, przy kapliczkach, czy w sąsiedztwie kościoła. Ci, którzy stracili dziecko nie zdążywszy go ochrzcić, powodowani wyrzutami sumienia, starali się różnymi sposobami ochronić je przed wiecznym potępieniem. Zdarzało się, że przynosili ciało zmarłego do sanktuarium i zamawiali specjalne msze. Złożywszy zwłoki na ołtarzu, błagali o choćby chwilowe wskrzeszenie niemowlęcia, by ochrzcić dziecko i godnie je pochować. „Uczestnicy takiej ceremonii bardzo chcieli dostrzec u dzieci jakikolwiek ślad życia. Wystarczało wrażenie wystąpienia rumieńca na policzku zmarłego, poruszenia przezeń ręką lub nogą, wystąpienia kropelki krwi w nosie, czy w uszach, by uznać ów znak za cud ożywienia. Wówczas czym prędzej obmywano dziecko chrzcielną wodą” – mówi Ewa Chomicka.

Jako duszę umierającego niechrzczeńca mieszkańcy wsi postrzegali spadającą na niebie gwiazdę. Zgodnie z ludowymi przekazami, należało wówczas przeżegnać się i powiedzieć: „Chrzcą cię Józef i Maryja” lub też: „Jadamie albo Jewo, ja ciebie krzcę”. Nieochrzczona dusza mogła krążyć na ziemi pod postacią myszki, motyla lub ptaka, krążącego najczęściej wokół przydrożnych figur i kapliczek i swym krzykiem wzywającym modlitw. Dusze zmarłych bez chrztu dzieci przybierały również niekiedy w wyobraźni ludowej postać skrzatów, rusałek, płanetników, zmor, widm, czy utopców. Także błędne ogniki, czyli świetliki, postrzegane były jako zmarłe dzieci, wędrujące po ziemi z zapaloną świecą i poszukujące wybawienia z ciążącego na nich grzechu pierworodnego. Niekiedy dzieci zmarłe bez chrztu, postrzegane jako duchy szkodliwe, starano się unieszkodliwić: chowano je w tajemnym miejscu, pod osłoną nocy, zdarzało się, że przekłuwano drewnianym kołkiem. Miało to chronić przed grożącym ze strony zmarłego dziecięcia wampiryzmem. Przeświadczenie, że dusza nieochrzczonego dziecka błądzi po ziemi pod postacią zwierzęcia do dziś można spotkać w opowieściach zamieszkujących polskie wsie katolików.

Zgodnie z ludowymi wierzeniami, pochowane bez chrztu dziecko nigdy nie milczy po śmierci. „Żałośnie kwiląc, domaga się sakramentu chrztu. Dopiero pokropienie jego duszy, czy sprawionej mu +mogiły+ święconą wodą, bądź też wypowiedzenie odpowiednich sakramentalnych słów stanowi ostateczne zamknięcie ziemskiej tułaczki, rozstrzygające o przynależności zmarłego dziecka do nowej kategorii bytu. Jest to zamknięcie, które jednocześnie otwiera przed dzieckiem nadzieję na zabawienie, na dostąpienie nowej, boskiej rzeczywistości” - mówi Ewa Chomicka.

Ci, którzy pozostali na ziemi, powinni udzielić dzieciom zmarłym bez chrztu pomocy. Nieochrzczenie zbłąkanej duszy może źle wpłynąć na żywych. "Dlatego, wokół pozostających w stanie pośrednim dusz niechrzczeńców kultura ludowa wypracowała cały system zabezpieczeń, które z jednej strony miałyby wspomóc błądzące dusze w dotarciu do miejsca ich eschatycznego przeznaczenia, z drugiej zaś strony chronić ustalone, ziemskie orbis interior. Nieudzielenie bowiem proszącej duszy chrztu, a zatem brak owego zamknięcia i otwarcia, oznaczałoby zatrzymanie duszy w wiecznej wędrówce i wiecznej nieprzynależności, która wprowadza w świat śmiertelników zamieszanie, chaos. To, co nie jest na swoim miejscu, w percepcji ludowej jest skażone, niebezpieczne, obce" – mówi Chomicka. "Niechrzczeniec, który nie dozna pomocy żyjących, jest zagrożeniem dla uformowanej ziemskiej społeczności" – dodaje. Przekonanie takie panowało m.in. na Huculszczyźnie. Ludzie wierzyli, że gdy dziewczyna zakopie swe nieślubne dziecko w lesie, ono nawołuje po 7 latach z prośbą o chrzest. Jeżeli nikt nie odpowie na jego wołanie, dziecko przeradza się w leśnego demona, który z przodu wygląda jak zwykły człowiek, z tyłu natomiast widać mu wszystkie wnętrzności.

„Niechrzczeniec w kulturze ludowej to dwa typy, nakładających się na siebie, reakcji: czułość ze strony żyjących wobec nieszczęsnych dusz zmarłych dzieci i jednoczesna wobec nich surowość, niechęć. Miłość i troska, obawa i wykluczenie. To również dwie, nakładające się na siebie, interpretacje postaci niechrzczeńca: jako niewolnika diabła i słabej, potrzebującej pomocy istoty; siedliska złego ducha i niewinnej, nieskażonej duszy” - mówi Ewa Chomicka.


PAP - Nauka w Polsce. Elżbieta Zielińska

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież